• Trzymamy za słowo...

          • Od zawsze podejrzewaliśmy, że obecny rocznik maturzystów jest ze wszech miar wyjątkowy i będziemy za nimi straszliwie tęsknić. Nie wiedzieliśmy wszakże, jak zaawansowane są ich umiejętności komunikacyjne. Okazało się bowiem, że nawet prosta tablica ogłoszeń może stać się miejscem jakże uroczych dialogów, co prezentujemy na załączonym zdjęciu.

          • Wyróżnienie dla Olgi Budyn z klasy 2F w konkursie literackim

          • Z wielką przyjemnością ogłaszamy, że opowiadanie pt. "Biała dama" uczennicy klasy 2F, Olgi Budyn, zostało wyróżnione w VII edycji Konkursu Literackiego im. Bolesława Prusa, organizowanego przez Fundację Kultury ,,WOBEC''. Znalazło się ono na liście finałowych prac konkursowych, wyłonionych spośród ponad 400 nadesłanych prac. Serdecznie gratulujemy Autorce i poniżej zamieszczamy pełny tekst opowiadania:

            -Pani profesor?
            Podnoszę oczy znad książki. Widzę, jak materiałowa płachta zasłaniająca wejście do namiotu unosi się nagle i ukazuje mi zakurzona czuprynę Ani. Moja studentka zdejmuje szeroki kapelusz i czeka, nieśmiało zaglądając w głąb namiotu. Unoszę się lekko na turystycznym krzesełku i gestem zapraszam Anię do środka.
            -Co tam?- pytam, zamykając książkę i odsuwając ją dalej po blacie przenośnego stolika.- Macie coś ciekawego?
            Ania otwiera usta, żeby coś powiedzieć, ale zaraz je zamyka. Waha się. Już mam jakoś popędzić dziewczynę, gdy ona odchrząkuje cicho i mówi:
            -Znaleźliśmy grób. Kurhan po północnej stronie grodziska. Chłopaki właśnie tam teraz kopią, jakby było
            coś jeszcze.
            Klaszczę głośno w dłonie i podrywam się z krzesełka. Metalowy stelaż siedzenia skrzypi cicho, gdy odsuwam je nogą. Sięgam po leżący kawałek dalej notatnik.
            -Wybornie!- chwalę, jednocześnie odnotowując znalezisko.- To co, Aniu, prowadź!
            Dziewczyna prostuje się na moje słowa i posłusznie kiwa głową.
            -Oczywiście, pani profesor- duka pokornie, odsuwając mi płachtę namiotową, jakby trzymała drzwi.- Tylko...
            Zatrzymuję się w pół kroku i obracam do Ani.
            -Tylko co?
            Dziewczyna pochyla ramiona do przodu i garbi się lekko. Mam wrażenie, że widzę na jej twarzy, zwykle ciepłej i melancholijnej, jakiś posępny cień.
            -Tyle że ten grób jest dziwny.
            Wzdycham ciężko, biorąc się pod boki. Doprawdy, uwielbiam to określenie ,,dziwny'' w ustach młodzieży. Może znaczyć absolutnie wszystko, a jednocześnie nie mieć żadnego znaczenia. Kiwam tylkoospale głową, na znak że  słowa Ani dotarły do mnie, po czym odzywam się:
            -Aneczko. Moja droga, czy rozumiesz, że dzięki temu, że ktoś miał kiedyś, dawno temu, ekscentryczną koncepcję pochówku, my, archeolodzy mamy dzisiaj pracę? Teraz, chodź, pokażesz mi, cóż cię tak w tym grobie zszokowało. A po drodze, raczysz mi wyjaśnić, co w twoim rozumieniu, znaczy ,,dziwny''?
            Zaczynamy maszerować przez obozowisko, w kierunku lasku. Pomiędzy gałęziami koron widać już majaczący na tle nieba obły pagórek, nasze grodzisko. Wzniesione gdzieś w pierwszym wieku naszej ery, służyło naszym słowiańskim dziadom prawdopodobnie jako obronna twierdza, ale mamy też kilka innych teorii. Takie konstrukcje czasami zmieniały na przestrzeni lat swe znaczenie, czasem będąc warownią, czasem zwykła osadą... Albo, jak to nasze tu, nosi ślady pełnionej funkcji sakralnej.
            Ania, idąca krok w krok obok mnie, odchrząkuje pod nosem. Zerkam na nią i gestem zachęcam do powiedzenia, co jej chodzi po głowie. Dziewczyna najpierw zaciska usta w wąską kreskę, a potem powoli zaczyna wywód:
            -Dawni Słowianie urządzali przede wszystkim pochówki całopalne- zerka na mnie, jakby szukając potwierdzenia. Kiwam głową, zapewniając, że dziewczyna ma rację.- Wiadomo, że zdarzały się czasem inne... No i ten jest inny. Szkielet ułożony jest w bardzo nietypowej pozycji, nie takiej zwykłej, leżące,czy embrionalnej. Zresztą, zobaczy  pani, bo ciężko to trochę wyjaśnić. Szkielet ma też na sobie pełno... no, to jest spektakularne, cały obwieszony jest biżuterią.
            Wydymam usta i wygwizduję kilka arogancko brzmiących dźwięków. No, chyba już zaczynam rozumieć, co w tym przypadku znaczy ,,dziwny''. Moi podopieczni ewidentnie musieli odkopać jakąś grubą rybę.
            Wspinamy się na pagórek grodziska, od zewnątrz niepozorny, ale gdy stajemy na szycie ziemnego wału, złudny obraz zwykłej górki rozwiewa się w nic. Wzniesienie jest lekko wklęsłe, przez co w środku rozciąga się płytka niecka. Idealne miejsce na postawienie ostrokołu, wzmocnionego przez ściany wgłębienia i zabudowanie płaskiej powierzchni wewnątrz. Teraz oczywiście nie ma tu żadnych budowli- no, poza naszymi stanowiskami, rozłożonymi tu kilka dni wcześniej. Po zbudowanych setki lat temu drewnianych konstrukcjach nie pozostał już nawet pył. Przechodzimy przez pole prac wykopaliskowych, witając się krótko z naszymi utytłanymi w ziemi towarzyszami. Znakomita większość to młodzi ludzie, studenci, wszyscy o spalonych słońcem policzkach i błotnistymi plamami na kolanach. Zewsząd dobiega mnie odgłos wesołych rozmów i widzę skryte pod rondami kapeluszy uśmiechy. Ileż oni mając energii, myślę sobie i sama się uśmiecham.
            Anka widzie mnie między stanowiskami, na drugą stronę grodziska. Znów wspinamy się na wały i wkraczamy na wydeptaną, biegnącą między kępami pokrzyw ścieżkę. Staram się stawiać stopy dokładnie tam, gdzie Ania, która wydaje się instynktownie unikać obluzowanych kamyków. Szybko pokonujemy spadzisty stok grodziska i zagłębiamy się w cień gęstego, przylegającego do górki lasku.Gałązki leszczyn nachylają się nad ścieżkę i  machają mi przed oczami swoim bujnym listowiem. Szkoda, że nie użyłam preparatu na kleszcze, myślę, gdy kolejny pęd ociera mi się o włosy. Nie wygłaszam jednak tego spostrzeżenia, po prostu prę dalej śladem Ani. Chciałam wyjechać w teren, to teraz mam za swoje.

            Wychodzimy na wąską polankę, prawie całą skryta w zielonym cieniu drzew. Jest tu dość tłoczno-udaje mi się naliczyć jedenaście osób kręcących się dookoła wydzielonego sznurkiem otworu w ziemi.

            Kilkoro klęczy na ziemi, zaglądając z zaciekawieniem w wykopaną dziurę, reszta stanęła ścisłą grupą na okalających stanowisko hałdach i tak samo wygina szyje do środka. Dyskutują zaciekle. Z wielkim przejęciem i zaangażowaniem. Mogę to poznać po padających raz po raz wulgaryzmach.
            Podchodzimy z Anią bliżej i nagle sprzeczka studentów cichnie.
            -Moi kochani- odzywam się, popatrując znacząco na tych z najmocniejszym zasobem słownictwa.- Ania przekazała mi, że macie pod tym, co zostało z kurhanu, coś nietypowego. Mogę zobaczyć?
            Studenci rozstępują się przede mną jak Morze Czerwone, odsłaniając mi drogę do wykopaliska.
            Podchodzę do dziury, staję na skraju i zaglądam do środka.
            I zapiera mi dech.
            Moim oczom ukazuje najpiękniejszy szkielet, jaki w całym moim życiu i w całej mojej karierze widziałam. Kości są filigranowe, gładkie i w jakiś cudowny sposób, całkiem białe- zupełnie jak porcelana, w niczym nie przypominająca ciemnej barwy zwyczajnych szczątków. Od razu zerkam na miednicę, szeroką od góry i przywodzącą na myśl otwarty kielich kwiatu. Bez wątpienia są to szczątki kobiety. Potwierdzeniem tej tezy są oplatające czoło, szyję i przeguby zwoje naszyjników, pozostałości ozdobnych rzemieni i bransolet. Na żadnej z ozdób nie ma ani krzty patyny, wszystkie świecą w blasku dnia bielą czystego srebra.
            Nie mogąc oderwać oczy od szkieletu, kiwam z uznaniem głową.
            -No, no- mruczę do zebranych.- Piękną damę żeście znaleźli. Odczyściliście te kości? A biżuteria? Nie mogę uwierzyć, to spędziło dwadzieścia wieków w ziemi, a świeci się jak nowe!

            Stojący najbliżej mnie student, ciemnowłosy chłopak, kręci przecząco głową. Podchodzi do mnie bliżej
            i podsuwa mi zawinięty w białą szmatkę, zagadkowy przedmiot.
            -Nie, pani profesor- mówi, a ja odbieram do niego zawiniątko.- Ona była taka biała, gdy ją odkopaliśmy.
            I znaleźliśmy pochowane z nią... dziwne rzeczy. Proszę zobaczyć.
            Znowu ,,dziwne'', myślę, odwijając wykopalisko ze szmatki. Chociaż, tutaj nie mogę się nie zgodzić, gdy rozpoznaję w trzymanym przedmiocie... nożyczki.
            Ostrożnie trzymając przez materiał, unoszę na wysokość twarzy przerdzewiałe, topornie wykonane, metalowe narzędzie. Mruczę cicho, przyglądając się nożycom. W pierwszej chwili skojarzyłam je z takimi do strzyżenia
            owiec, ale... Nie no, do cholery, ta panienka z kurhanu nie wygląda przecież na prosta pastereczkę! Chyba że, nożyce nie mają związku z tym, co dziewczyna robiła za życia, wręcz przeciwnie... Zawijam nożyce z powrotem w szmatkę i podnoszę wzrok na studentów.
            -Moi drodzy, któreś z was ma może jakieś sugestie, co do przeznaczenia tych nożyczek?- zwyczajowo pytam młodzież o opinię.- Pomyślcie, a ja w międzyczasie przyjrzę się jeszcze szkieletowi.
            Studenci znowu rozpoczynają dyskusję, a ja ponownie pochylam się nad szczątkami. Mimo, że z początku szkielet aż oślepił mnie swym pięknem, teraz coś mi tu zaczynało nie grać. Oglądam kości w milczeniu.
            Ania powiedziała mi, że zwłoki ułożone są w nietypowej pozycji i owszem- nie myliła się. Widzę, że ręce dziewczyny są zetknięte nadgarstkami, zgięte i przyciśnięte do prawego policzka. Przy czym reszta ciała pozostaje położona na plecach. Coś, jakby ktoś przed złożeniem do grobu związał jej przeguby...
            Patrzę na nogi i zauważam coś podobnego. Mniej więcej na wysokości kostek, kończyny wygięte są pod mocno wymuszonym kątem i jakby skręcone do wewnątrz. Nie wiedzieć czemu, ale krzywię się. Aż potrafię wyobrazić sobie grube, konopne powrósło, którym ta nieszczęśnica została związana.
            -Pani profesor?- z zamyślenia wyrywa mnie dziewczęcy głos. Podnoszę oczy i ukazuje mi się kucając obok mnie Kasia. Poznaję ją zawsze po rudym warkoczu.- Jest jeszcze jedna rzecz, która wydaje się nam zaskakująca. Widzi pani, że szkielet jest całkiem kompletny?
            Cholera jasna, myślę sobie, nie brakuje ani jednej kosteczki! No, o takim trupku wszyscy moi koledzy i koleżanki po fachu śnią całymi nocami... Znowu potakuję.
            -Tak. Zgadza się. O patrzcie, paliczki są nawet w komplecie. Ho, wzbogacone nawet o kilka pierścionków. Masz rację, moja droga, niczego nie bra...

            Urywam w pół zdania. Mój wzrok przewędrował z końcówek palców po ramionach i dotarł do pięknej, symetrycznie ułożonej klatki piersiowej. I tu przyuważam pierwszy defekt.
            Skaza mieści się zaraz przy mostku naszej białej damy, dokładnie tam, gdzie piękna, płaska kość powinna stykać się z żebrem. Ale się nie styka. Żebro, wdzięcznie wygięte, złożone równolegle do swych sióstr, jest jakby za krótkie- kończy się kilka centymetrów wcześniej niż inne, nie dosięgając do mostka. Ale ono kiedyś takie nie było. Tam, gdzie ciągła kość urywa się niespodziewanie, natychmiast rzucają się w oczy ślady złamania.
            -To ci dopiero...
            -Pani profesor?
            Podnoszę się lekko, opierając dłonie na kolanach. Kasia i reszta studentów patrzy na mnie z mieszanką nieposkromionej ciekawości i nabożnej czci. Milczą. Tylko ruda dziewczyna odzywa się cicho:
            -Pani patrzy... na żebro? Nie zauważyłam...
            -W porządku, ja też- otrzepuję dłonie i unoszę je w geście kapitulacji.- Panna jest taką super miss, że nietrudno przeoczyć defekt. Ale mam nadzieję, kochani, że zauważacie tam coś ciekawego? Z tym żebrem? No, kto mi powie?
            W tłumie podnosi się kilka rąk. Najbliżej stoi Janek, nasz klubowy łobuz. Wczoraj wrócił do obozu pijany, więc niech ma okazję zrehabilitować się w oczach profesorki. Gestem udzielam mu głosu. Chłopak zbliża się jeszcze bardziej do dziury i wskazuje palcem na przerwę w kości.
            -Urżnięte, moim zdaniem- rzuca, ale skłoniony do refleksji moim spojrzeniem, poprawia się.- To znaczy... złamane, tak. Wygląda to mi, jakby coś jej się tam wbiło. O, Jezu.
            Podnosi się szmer. Nie uciszam, bo rozumiem, co młodzi czują. Bo to jest tak, że z jednej strony ciężko, powiedzieć, że archeolog obcuje ze śmiercią. Przecież te trupy, które badamy, mogą mieć nawet setki lat i mało co przywodzić na myśl człowieka. Ale gdy pochylamy się nad owym trupem, gdy szukamy znaków na kościach... Nagle okazuje się, że jesteśmy w stanie odtworzyć śmierć tej osoby, poznać jej przyczynę i dotknąć skrytej pod ziemią tajemnicy.
            Moi studenci wyruszyli tropem morderstwa sprzed wieków.
            -O, kurna sapie jeden ze stojących dookoła chłopaków.- Ale patrzcie, gdzie ona ma to złamanie...
            Dokładnie tam, gdzie serce!
            Gwar ożywia się jeszcze mocniej. Wykopaliskom towarzyszą czasem mocne przeżycia, ale gdy wyławiam z wrzawy urywki coraz to bardziej dramatycznych scenariuszy, wstaję i nakazuje ciszę.
            -Spokój, spokój- podnoszę jednocześnie głos i umorusane dłonie.- Tak! Macie rację, kochani! Przed wami, tu, w dziurze w ziemi, leży sobie dziewczyna, która umarła po przebiciu czymś jej serca. To mocno przerażające, zgodzę się z wami. Ale to było bardzo dawno temu, wiecie sami. Nasza biała dama już nie czuje bólu. Już jest bezpieczna, już złamane żebro nijak ją obchodzi. Dobrze mówię? A dlatego, że jej jest wszystko jedno, na pewno nie obrazi się, gdy ją dokładniej zbadamy. No, chodźcie, nie bójcie się.
            Nieśmiało podchodzą bliżej. Zaraz otwór w ziemi otacza się równie ciasnym wianuszkiem, jak przed moim przybyciem. Nadal nikt nic nie mówi, wpatrują się w złamanie nad sercem.
            Decyduję się przełamać upiorne milczenie.
            -Natalia, jesteś?- wywołana dziewczyna powoli podnosi rękę. Machnięciem dłoni zapraszam ją bliżej.-Przyjrzyj się temu żebru. Czym, twoim zdaniem, została złamana ta kość?
            Dziewczyna marszczy czoło i lekko przekrzywia głowę, obserwując szkielet. Studenci znów zaczynają szemrać, pewnie zastanawiając się nad odpowiedzią na moje pytanie. No, poczekam, jakie oni będą mieli pomysły. Ja już widzę, że rzecz, która zadała zmarłej cios, nie należała do najostrzejszych.
            Natka podnosi głowę, stawiając ją z powrotem do pionu.
            -Czymś tępym- potwierdza moją teorię, więc chwalę ją za spostrzegawczość. Ona jednak mówi dalej:-Ale też bez przesady. Nie była to na pewno stal, tak sądzę, żaden miecz, czy coś. Może... zaostrzone drewno?
            Już mam po raz kolejny przyznać Natalii rację i dopytać, jakie narzędzie może być według niej winne, gdy słyszę z tyłu czyjś przerażony świst. Obracam się i widzę Kajetana, kolejnego roztrzepanego, z maksymalnie wytrzeszczonymi oczami.
            -Osikowy kołek- mruczy chłopak.- Zaostrzony kawałek drewna, wbity w serce. Co innego, jak nie osikowy kołek?
            -Debilu- łaje go stojąca obok dziewczyna, chyba Lena.- Skąd niby Słowianie mieliby znać osikowe kołki? I wampiry?
            -Tak się składa- wtrąca cicho inna ze studentek, niska i jasnowłosa. Ola, bodajże.- Że Słowianie znali osikowe kołki. Robiło się je z drewna topoli osiki, która w ludowych podaniach ma przypisywane zdolności magiczne. Ochrony przed złymi mocami.

            -To co, ten kościotrup jest twoim zdaniem wampirem?
            Ola wywraca oczami i otwiera usta, żeby jakoś racjonalnie odparować, ale wcina się inny student:
            -Wampir? Na Słowiańszczyźnie? Weź mnie nie osłabiaj tymi swoimi tandetnymi wampirami, to jest strzyga, jak malowana! Ewentualnie, nocnica...
            -Te, Wiedźmin- zaczepia go ktoś z grupy.- Idź se poszukaj Ciri, czy coś, a nie nam tu bajki opowiadasz! Kilka osób się śmieje. Ja jednak do nich nie należę.
            W teorii o strzydze nie widzę nic zabawnego.
            -Już! Cisza!- próbuję zaprowadzić porządek, co nie udaje mi się od razu. Mogę całe szczęście liczyć na tą część grupy, która podobnie jak ja nie wydaje się być szczególnie ubawiona.- Moi drodzy, spokój. A teraz, niech ktoś z was wytłumaczy mi, dlaczego waszym zdaniem, ta nieszczęśnica w dole nie mogła zostać posądzona o bycie krwiopijnym demonem?
            Entuzjazm studentów natychmiast zostaje ostudzony, jak wiadrem wody w rozżarzone węgle. Młodzież popatruje na siebie nawzajem, nagle zbita z tropu. Chłopak nazwany ,,wiedźminem'' kiwa głową z nieskrywaną satysfakcją.
            -Ano, widzicie- mówi.- Coś to nagle ma sens, co? Nagle kilogramy srebrnej biżuterii przestają być tylko ozdóbką?
            Ania, dotychczas przycupnięta cicho obok mnie, podnosi głowę i zerka z zaciekawieniem.
            -Co masz na myśli?- pyta, a nasz specjalista od bestiariusza unosi ramiona w obojętnym geście.
            -No wiesz- odpowiada jej, schodząc na konspiracyjny szept.- Stal na ludzi, srebro na...
            -Ciebie, ciemna maso.
            -Sama jesteś ciemna masa! Pani profesor ci przed chwilą powiedziała, że ta laska tu mogła być strzygą!
            Unoszę oczy do nieba i wzdycham ciężko. Czując się wywołana, włączam się do iskrzącej dysputy.
            -Nie, leżąca w grobie kobieta nie była strzygą- wtrącam karcącym tonem.- Z tego prostego względu, że strzygi i im podobne istniały w ludowych wierzeniach i w niczym więcej. Możesz spać spokojnie.
            Znowu odzywa się kilka chichotów, ale tym razem jakby zduszonych. Ja czuję na ramieniu pukanie czyiś palców, odwracam się i widzę chłopaka, który trzymał nożyce. Dalej ma je w rękach, trzyma je na otwartych dłoniach, wysunięte na widok.
            -Pani profesor... jak my tak o tych strzygach, to my z Hanią i Damianem mamy pomysł. O co chodzi z tymi nożyczkami- wyjaśnia, a ja zachęcam do mówienia. Pozostali nachylają się nad nami, zamykając się wokół nas ciasnym okręgiem. Chłopak odchrząkuje cicho i zaczyna:- Był taki zwyczaj... Raczej takie wierzenie. Gdy chowało się zmarłego, podejrzanego o... no, generalnie podejrzanego pod kątem mocy zła... Dawano mu do grobu broń, którą mógł odeprzeć atak takiej paskudy jedzącej zwłoki, tak zwanej baby cmentarnej.
            Chłopak nagle peszy się, zauważając, że wszyscy słuchają go jak kazania. Lekko uśmiecham się do niego, chcąc dodać mu odwagi. Sięgam po najgłębsze pokłady siły woli, by spojrzeć mu w oczy, a nie na leżący w dziurze szkielet.
            Znowu chrząka i kontynuuje:
            -Baba cmentarna nie tylko jadła te zwłoki- na chwilę ponownie zawiesza głos. Krzywi się lekko, nie on jeden zresztą.- Ona... miała taki długi język, taką igłę, jak komar. Tą igła wysysała z trupa toksyczny jad, by potem zatruć nim żywych. Oni umierali, a ona miała więcej jedzenia....
            -A nożyczki- stojąca za nim dziewczyna, wcześniej wspomniana Hania, wcina się w wypowiedź dziwnie pobladłego kolegi.- Były bronią, którą traktowało się babę cmentarną. Ona trupa swoją igła, a trup ją- hyc!- nożyczkami. Były po to, żeby odciąć babie jej śmiercionośny język i tym samym zneutralizować ją. Także... dziewczyna, którą znaleźliśmy, została wyposażona na wypadek, gdyby zainteresował się nią jakiś inny demon.
            Moi studenci raczej nie spodziewają się promiennego uśmiechu, który wypływa na moją twarz. Gość z nożycami jakby nieruchomieje, Hania unosi brwi... a ja, cóż powiem, jestem dumna z moich wychowanków.
            -Brawo- chwalę głośno, żeby wszyscy usłyszeli.- Pięknie to wydedukowaliście. Muszę wam wyznać, że jestem z was teraz naprawdę dumna. Wysnuliście bardzo logiczną, popartą zdobytą wiedzą teorię, będącą potencjalnym rozwikłaniem zagadki nietypowego znaleziska. Godne doświadczonego archeologa. Pięknie.
            Hania rumieni się lekko, chłopak z nożyczkami mruga kilkukrotnie oczami, jakby zaskoczony. I pewnie tak właśnie jest. No ale cóż, czyżby te dzieciaki naprawdę spodziewały się, że powiem im: ,,oho, na pierwszy rzut oka widzę, że to strzyga. Nie zbliżajcie się, bo wypije wam krew''? Wzdycham. Naprawdę, jest to fascynujące, jaką oni mają wszyscy bujną wyobraźnię.

            Podnoszę się i wodzę spojrzeniem po twarzach moich studentów. Widzę na nich całą, pełna gamę uczuć: od zadowolenia, przez dziwne zmieszanie i niepokój, aż po...rozczarowanie?
            Raz jeszcze wzdycham. Ujmuję się pod boki i pokazuję na trupa.
            -Hej, słuchajcie. To jest całkiem możliwe, że dawno temu ludzie myśleli, że pochowana tu dziewczyna była za życia potworem. Mogła chorować chorować psychicznie. Mogła cierpieć na dowolne nieznane wtedy schorzenie, które w jakikolwiek sposób odróżniałoby ją od zdrowych. Ale, na złota maskę Tutenchamona, nie znaczy to, że naprawdę była jakimś niestworzonym demonem! Bądźcie poważni. I nie czytajcie tyle tego Sapkowskiego przed snem.
            Podświadomie oczekuję cichego chichotu w tle, ale panuje dziwna cisza. Jeszcze raz patrzę na zgromadzonych wokół mnie ludzi- i tym razem widzę coś dziwnego. Tak, dziwnego, nie bójmy się tego słowa.
            Są bladzi. Cisi. Wpatrzeni w wykonaną przez siebie odkrywkę i leżące wewnątrz kości biednej dziewczyny.
            Powoli odwracam się i również zaglądam do otworu w ziemi. I mało nie wyrywa mi się krzyk.
            Szkielet nie leży już na wznak, związany jak złodziej. Nie jest już w tej odsłoniętej, nieporadnej
            pozycji. Biała dama podkuliła nogi... o ile, do cholery, można powiedzieć tak o pieprzonych zwłokach i przycisnęła ręce do piersi. Leżała zwinięta w kłębek, niczym uśpiona, niczym dziecko w łonie matki.
            Słyszę obok siebie ciche kroki. Nie muszę spoglądać w bok- i tak nie mogę oderwać się od przemieszczonych kości, ale wiem, że przyszła do mnie Ania. Wiem, że też wpatruje się w szkielet niczym zaklęta i że jej oczy lśnią na pobladłej twarzy.
            -Pani profesor- mówi do mnie cicho, prawie szeptem. Jej głos miesza się z westchnieniem wiatru.- Skoro wszystko tu jest w normie... To czemu szkielet i biżuteria są białe? Czemu są czyste?
            Z ust wyrywa mi się świst drżącego wydechu. Odsuwam się od otwartego grobu i kręcę głową. Nie potrafię wydobyć głosu z ust. Przebite serce. Nożyce. Srebro. Skrępowane kończyny, by zmarła... nie mogła wstać. Białe, piękne kości, nie chwycone przez moc rozkładu. Tak piękne, bo chroniło je coś, na co my, naukowcy nie mamy chyba jeszcze nazwy.
            Albo nigdy nie będziemy mieli.
            -Wiecie co, kochani?- odzywam się po dłuższej chwili milczenia.- Co wy na to, żeby... Zostawić ją w spokoju? Ta biedulka dość namęczyła się za życia. Kimkolwiek była, kimkolwiek jest i skądkolwiek do nas powraca... Dajmy jej odpocząć.
            Nie ma głosu sprzeciwu. Nie ma żadnego głosu- jest tylko dwóch chłopaków, każdy chwytający łopatęi biorący się  do zakopania grobu.

            Postawiono tam kapliczkę.
            Nie wiem, czyj to był pomysł, na pewno nie mój. Ale stanęła- biała, o cokole wyłożonym kamieniami.
            Na szczycie zmontowano mały, ozdobny daszek, by ochraniał wstawioną pod niego statuetkę. Kobieta wyciąga do mnie odlane z gipsu dłonie, jakby w matczynym, ochronnym geście. Wiem jednak, że obietnica wzięcia pod obronne skrzydła nie jest dla mnie. Wiem, że figurka kieruje ręce ku ziemi, ku leżącej tam od wieków dziewczynie o porcelanowych kościach.
            Postawiono tam kapliczkę. Nie wiem, czyj to był pomysł, na pewno nie mój. Mimo wszystko, przychodzę tam czasem. Składam kwiaty.
            I gałązki jałowca, bo w podaniach ludowych przypisuje się im znaczenie magiczne.

          • Wystawa fotograficzna Jacka Stankiewicza

          • Fotografia przyrodnicza, Jacek Stankiewicz, klasa 2D

            Jacek pierwszy raz miał w rękach aparat w wieku 4 lat. W wieku 6 lat zaczął bardziej interesować się fotografią. Jego pierwszymi zdjęciami były zdjęcia siostry z bardzo dużego przybliżenia. Mając 10 lat rozpoczął swoją przygodę z fotografią przyrodniczą. Początki nie byty zbyt udane, np. gdy przez wiele godzin próbował złapać ostrość na niezwykle „trudnym" obiekcie do fotografowania, jakim była martwa biedronka. Niestety, pomimo wielu prób, akcja zakończyła się niepowodzeniem. Gdy po raz pierwszy próbował fotografować dzikie ptaki, maskował się w wielkim, rozkładanym namiocie, uzyskując efekt odwrotny od zamierzonego, czyli skutecznie wypłoszył ptaki. Jednak z czasem zdobywał doświadczenie i bezowocne wycieczki stawały się coraz rzadsze. Fotografowanie dzikich zwierząt wiąże się z koniecznością wczesnego wstawania (nawet 2 godziny przed świtem), a także wielu godzin czatowania w niewygodnej pozycji, bywa, że bezowocnie. Obecnie Jacek pasjonuje się nie tylko fotografią dzikiej przyrody, ale też fotografią z lotu ptaka. W ostatnim czasie zaczął również zgłębiać fotografię nocnego nieba.

            W ubiegłym roku zdjęcie Jacka, zatytułowane „Spór" zdobyło w prestiżowym międzynarodowym konkursie Comedy Wildlife Awards 2023 nagrodę jury w kategorii Junior Award (nagroda dla młodych twórców). Co ważniejsze, Jacek zwyciężył też w głosowaniu internautów, zdobywając Affinity Photo People's Choice Award. Coś takiego nie zdarzyło się wcześniej w historii Comedy Wildlife Photography Awards (nigdy wcześniej zdjęcie młodego twórcy nie zdobyło jednocześnie nagrody publiczności). W 2023 roku do konkursu Comedy zgłoszono 5300 zdjęć od 1842 osób z 85 państw. Następnie powyższe zdjęcie znalazło się wśród 41 finalistów, ostatecznie zgarniając dwie nagrody. Nagrodzone zdjęcie powstało 3 lata temu podczas czatowania na ptaki w Puszczy Białowieskiej. Przedstawia dzwońce. Młody dzwoniec (z prawej) po opuszczeniu gniazda, jest jeszcze ciągle dokarmiany przez dorosłe osobniki. Domaga się jedzenia. Ale czasem dochodzi do sporów. Właśnie taki moment sprzeczki udało się uchwycić na zdjęciu. (oprac. Autora)

            W dniach 19 - 30 kwietnia zapraszamy na wystawę zdjęć Jacka do biblioteki szkolnej!

             

          • Łączy nas pamięć

          • 19 kwietnia przypada rocznica wybuchu powstania w getcie warszawskim – największego zbrojnego zrywu Żydów podczas II wojny światowej, a zarazem pierwszego powstania miejskiego w okupowanej Europie. Tego dnia Muzeum Historii Żydów Polskich POLIN organizuje corocznie akcję społeczno-edukacyjną Żonkile.

            Dlaczego żonkile?

            Ostatni przywódca Żydowskiej Organizacji Bojowej, Marek Edelman, który przeżył likwidację getta, przez lata pielęgnował pamięć o wydarzeniach z 1943 roku. Do końca życia w rocznicę powstania przychodził pod Pomnik Bohaterów Getta, by oddać hołd poległym towarzyszom. Wraz z nim przychodziło coraz więcej ludzi z żółtymi kwiatami.

            – Żółty żonkil jest symbolem zbiorowej pamięci. My wszyscy, którzy chcieliśmy pamiętać, zanosiliśmy na Muranów żonkile – powiedziała Paula Sawicka, psycholożka, była nauczycielka akademicka, związana z opozycją demokratyczną. Wspólnie z Markiem Edelmanem napisała książkę "I była miłość w getcie".

            Akcji od początku towarzyszy hasło "Łączy nas pamięć", które podkreśla siłę wspólnoty, znaczenie solidarności, potrzebę dialogu ponad podziałami. Głęboko wierzymy, że pamięć o przeszłości jest jedną z nadrzędnych wartości, które nas jednoczą i nadają nam wspólną tożsamość – niezależnie od światopoglądu czy sympatii politycznych.

            W przeddzień rocznicy - w czwartek 18.04. w godz. 15.00 - 16.00 - zapraszamy do biblioteki szkolnej, aby wspólnie zrobić papierowy żonkil - symbol pamięci. Jeśli ktoś dysponuje czasem o innej porze, również będzie mile widziany.
            Zapraszamy!

          • Cztery nieoczywiste korzyści płynące z czytania

          • Opublikowany niedawno przez Bibliotekę Narodową raport o stanie czytelnictwa w Polsce w 2023 roku może słusznie napawać optymizmem. Znaczący, bo aż o 9 punktów procentowych, wzrost czytelnictwa kreśli obraz Polaków jako społeczeństwa, które coraz chętniej i bardziej świadomie sięga po lekturę. Co ciekawe, okazuje się, że wśród czytelników przeważają osoby młode. We wspomnianym raporcie Roman Chymkowski tak opisuje to zjawisko:

            „Młodość, a więc okres, kiedy ma się wiele praw osoby dorosłej i stosunkowo niewiele obowiązków, sprzyja poznawaniu ludzi i nawiązywaniu z nimi mniej lub bardziej zażyłych relacji, których podtrzymywaniu służą wspólne zainteresowania i podobny sposób spędzania czasu. Rozmawia się o muzyce, której się słucha, o oglądanych filmach, ale też o czytanych książkach. Jest to także okres intelektualnego dojrzewania, kształtowania poglądów na różne sprawy, w tym te, które wykraczają poza horyzont bezpośredniego, codziennego doświadczenia, a więc zakładają zapośredniczenie za pomocą audiowizualnej bądź tekstowej reprezentacji. Nic dziwnego, że wbrew popularnym stereotypom to właśnie osoby najmłodsze (15–18 lat) najczęściej są czytelnikami książek”.

            Jakie zatem korzyści odnoszą młodzi czytelnicy z obcowania z tekstem pisanym? Przyjrzyjmy się kilku elementom, które warto sobie uświadomić bądź przypomnieć.

            Redukcja stresu. W popularnym ujęciu czytanie dla przyjemności działa relaksacyjnie. Badania przeprowadzone na Uniwersytecie w Sussex dostarczają zdumiewających wniosków na poparcie tej intuicyjnej tezy. Otóż doktor David Lewis z Mindlab International przekonuje, że wciągająca lektura już po kilku minutach potrafi obniżyć poziom kortyzolu i zredukować stres nawet o 70%! Takiego wyniku nie osiągnie się, spacerując czy choćby słuchając muzyki. Biorąc pod uwagę powszechną dostępność książek w najróżniejszych formach oraz szereg stresujących czynników, z którymi mierzy się na co dzień młodzież, warto potraktować czytanie jako stosunkowo łatwy sposób zapanowania nad poziomem stresu.

            Nauka krytycznego myślenia. Komunikacja międzyludzka opiera się na słowie, gdyż ono poprzez odwołanie się do świadomości stanowi podstawę naszego myślenia. Gdy porównamy książkę, opartą na słowie, z przekazem wizualnym lub filmowym, język okaże się bardziej uniwersalny. Dzięki niemu jesteśmy w stanie wyrazić zarówno wydarzenia zewnętrzne, jak również przeżycia wewnętrzne, zjawiska świata materialnego i niematerialnego. Ludzie są istotami myślącymi, ponieważ operują słowem, a nie dlatego, że widzą. Doświadczenie uczy, że osoby, które zerwały z cywilizacją słowa, rzadko mają swoje zdanie, idą za tłumem, a samodzielne myślenie je męczy.

            Nauka cierpliwości. W świecie multimedialnym bardzo dużo informacji jest przekazywanych w niezwykle krótkim czasie, co nie pozwala na zapamiętanie czy choćby przemyślenie ich wszystkich. W ten sposób widz uczy się skupiania uwagi na krótką chwilę, a jego myśl staje się bardziej impulsywna niż refleksyjna (niektóre badania wskazują nawet na związek między nadmiernym oglądaniem telewizji a pochopnym podejmowaniem decyzji i niecierpliwością). Inaczej jest z czytaniem, w trakcie którego przetwarzanie informacji zachodzi w świadomości, a więc przebiega wolniej. Tempo zależy od nas. Do pewnych rzeczy można w każdej chwili wrócić, najistotniejsze można sobie zaznaczyć. Można powiedzieć, że czytanie jednocześnie wymaga oraz uczy cierpliwości. Oglądanie telewizji jest natomiast tak banalnym zajęciem, że nie stwierdzono jeszcze u nikogo niezdolności do jej oglądania.

            Trening mózgu. Czytanie stanowi również dobroczynne i nie do przecenienia ćwiczenie dla mózgu. Uruchamia wyobraźnię i szereg procesów myślowych. Jak pisze prof. Jan Konopacki z  Katedry Neurobiologii, Wydziału Biologii i Ochrony Środowiska Uniwersytetu Łódzkiego, „poprzez czytanie wzbogacamy zasób słownictwa, poprawiamy możliwości operowania językiem logicznym, mamy większą empatię i wyobraźnię. Czytanie zmienia nasz substrat neuronalny – rozwija się liczba synaps. Substrat neuronalny to nasza podstawa myśli, uczuć i działań, mieszcząca się w aktywności mózgu i układu nerwowego”.

            Ciesząc się z faktu, że to młode osoby stanowią najliczniejszą grupę czytelników, nie ustawajmy w zachęcaniu do jeszcze intensywniejszej i coraz bardziej zróżnicowanej lektury. Ciekawe, mądre i wciągające książki naprawdę są na wyciągnięcie ręki - na przykład w naszej bibliotece szkolnej, do której niezmiennie zapraszamy!

             

             

             

            Bibliografia:

             

            https://bn.org.pl/download/document/1712262172.pdf

            https://naukatolubie.pl/nic-tak-nie-wplywa-na-nas-jak-czytanie-ksiazek/

            https://ckziupoznan.pl/8-naukowych-powodow-by-siegnac-po-ksiazke/

            https://www.multilife.com.pl/artykul/poznaj-nieocenione-korzysci-z-czytania

          • Wolne lektury

          • Wolne Lektury to biblioteka internetowa udostępniająca za darmo i bez rejestracji ebooki i audiobooki. W zbiorach znajduje się ponad 6,5 tys. tytułów, z czego ponad 1 tys. w postaci audio. Ze wszystkich ebooków i audiobooków Wolnych lektur można korzystać bezpłatnie, nawet bez konieczności zakładania konta na stronie i logowania się.

            Wolne Lektury od początku swojego istnienia działają na rzecz zmniejszania barier w dostępie do kultury i edukacji. Dzięki dofinansowaniu z Państwowego Funduszu Rehabilitacji Osób Niepełnosprawnych zostały udostępnione kolejne lektury szkolne i utwory z klasyki literatury polskiej i światowej w formatach Daisy i Epub 3 Media Overlays.

            Zdaniem ekspertów słuchanie audiobooków jest wartościowym sposobem kontaktu z literaturą dla uczennic i uczniów niewidomych, słabowidzących, z dysleksją, ADHD, ze spektrum autyzmu, czy z problemami z motoryką.

            Zapraszamy na:

            WolneLektury.pl

          • Wielkanoc

          • Z okazji Świąt Wielkanocnych składamy naszym Czytelnikom najlepsze życzenia odpoczynku, dobrego czasu wśród najbliższych, refleksji i wyciszenia oraz wielu chwil spędzonych z książką, oczywiście z naszej biblioteki.

          • Czytelnik w krawacie jest mniej awanturujący się

          • W bibliotece z przyjemnością zauważono, że niektórzy uczniowie nawet na co dzień zakładają do szkoły strój formalny, z zachowaniem wszelkich zasad elegancji. Bardzo doceniamy te stylizacje i zachęcamy innych uczniów do naśladowania tego trendu, dlatego w czwartek 21 marca organizujemy w bibliotece Dzień w krawacie. Każdy, kto pojawi się tego dnia pod krawatem, otrzyma prezent - niespodziankę. Mottem dnia będzie fraza: "Czytelnik w krawacie jest mniej awanturujący się". Pierwsza osoba, która w czwartek o godz. 7.00 wyśle odpowiedź na pytanie, jak nazywa się reżyser filmu, z którego zaczerpnięto inspirację dla motta, otrzyma nagrodę specjalną. Odpowiedź należy wysłać na adres: biblioteka[at]v-lo.krakow.pl 

          • Wieczór w bibliotece

          • W środowe popołudnie i wieczór czytelnia na parę godzin zmieniła się w salę gier planszowych oraz kinową. Po raz pierwszy spotkali się prawie wszyscy wolontariusze oraz inni przyjaciele biblioteki. Jako że grupa wolontariuszy niepostrzeżenie lepiej się poznała i zaprzyjaźniła ze sobą, postanowiliśmy to uczcić przy - naturalnie - włoskim tradycyjnym posiłku grupowym (czyt. pizzy), planszówkach i "Władcy Pierścieni".

            Jak widać, choć życie wolontariusza na co dzień jest pełne wciąż nowych wyzwań, czasem bywa też przyjemne. A zatem zachęcamy, by jak najszybciej dołączyć do tego zacnego grona!

          • Narodowy Program Rozwoju Czytelnictwa 2.0

          • Z wielką radością spieszymy donieść, że nasza biblioteka otrzyma dofinansowanie w wysokości 15 tys. złotych w ramach Narodowego Programu Rozwoju Czytelnictwa 2.0. Środki te zostaną przeznaczone przede wszystkim na zakup nowości, dlatego zapraszamy wszystkich nauczycieli i uczniów do zgłaszania propozycji książkowych pod adresem biblioteka[at]v-lo.krakow.pl .

          • Mistrz Ortografii V LO

          • Biblioteka V LO włącza się w Miesiąc Języka Ojczystego, organizując tradycyjny konkurs Mistrz Ortografii V LO. W tym roku tematem przewodnim dyktanda będzie życie i twórczość Witolda Gombrowicza, Patrona Roku 2024.
            Kiedy? We wtorek, 12 marca o godz. 10.00.
            Gdzie? W auli szkolnej.
            Wszystkich chętnych prosimy o wysłanie swojego zgłoszenia do 10 marca:
            https://forms.gle/4ZY1B4yEi3DKjgpk6
            Zaproszenie kierowane jest przede wszystkim do uczniów, ale będzie nam miło, jeśli skorzystają z niego również nauczyciele.

          • Tłusty czwartek w dawnej i aktualnej stolicy

          • Dzięki uprzejmości Biblioteki KUL publikujemy ciekawostkę na temat nieposkromionych apetytów mieszkańców Krakowa, rzecz jasna nie dzisiaj, lecz dokładnie sto jeden lat temu.

            Kronika Codzienna z dnia 17 lutego 1823 roku w dziale "Nowości krakowskie" informuje:

            "U nas w Krakowie, na 28 000 ludności daleko więcej zjedzono pączków w tłusty Czwartek, niż w Warszawie, liczącej do 130 000. Tam bowiem, wykazał Kuryer, 31 000, a tu same chłopcy uliczne, roznieśli ich w garkach, po Rynku i Kleparzu podczas targu z 50 000; nielicząc w to sprzedanych po cukierniach. Chłopek najmniej po 10 zjeść musi, płacąc za jeden po groszu, aby mógł poczuć zapusty, a tak można 63 000, śmiele i z dobrym sumieniem powiedzieć, przeto dwa razy więcej niż w Warszawie."

            Oczywiście, nie popieramy odwiecznego antagonizmu między stolicami, ale miło nam, że Kraków wygrał:). Smacznego pączka (lub najmniej dziesięciu) wszystkim Czytelnikom!

            PS Biblioteka potwierdza, że najlepsze pączki w Krakowie to pączki od Michałka.

            PPS Nie zapłacono nam za reklamę.

          • Miłość i literatura

          • Wielka jest moc słowa pisanego. Czasem wystarczy uważna lektura słynnego dzieła Aleksandra Fredry, by odczuć potrzebę uzewnętrznienia swych emocji, ot, choćby krótkim dopiskiem: "Kocham Filipa M.". 

            Zbliżają się walentynki, i choć nie zachwyca nas komercyjna warstwa tego amerykańskiego święta, życzymy Wam, drodzy Czytelnicy, zakochania się od pierwszego zdania, po uszy i aż do ostatniej strony, nie tylko w literaturze.

          • Zakładowy Klub Miłośników Współczesnej Literatury Włoskiej ZAKŁADKA

          • ZAKŁADKA zaprasza na kolejne spotkanie czytelnicze 7 lutego o godz. 15.40 w bibliotece. Tym razem pochylimy się nad Pustynią Tatarów. Jedynym (acz nieodzownym) warunkiem uczestnictwa jest przeczytanie zadanej lektury.

          • I Ty możesz zostać wolontariuszem! (Ale czy na pewno?..)

          • I Ty możesz zostać wolontariuszem! (Ale czy na pewno?..)

            Wśród licznych nowości, które pojawiły się w naszej bibliotece wraz z epoką foteli, systemu e-biblioteka oraz szeroko pojętej modernizacji księgozbioru, znalazła się również grupa uczniów żywo zainteresowanych nie tylko wypożyczaniem i oddawaniem książek.

            Stworzyli oni na początku nieformalną, a obecnie już całkiem oficjalną grupę wolontariuszy, którzy pomagają w bieżących pracach bibliotecznych.

            System wolontariacki składa się z pięciu stopni wtajemniczenia: aspirant na kandydata na wolontariusza, kandydat na wolontariusza, wolontariusz zwyczajny/kwalifikowany, członek sekcji bibliotecznej, członek sekty bibliotecznej. Można też uzyskać status enigmatyczny. Zdarzają się również przypadki, gdy niczego niespodziewający się czytelnik zostaje przymuszony do wykonania drobnej pracy bibliotecznej, co automatycznie czyni zeń obligatoriusza.

            Wraz z awansem w hierarchii maleje liczba obowiązków, wzrasta za to liczba przywilejów, z których najbardziej pożądanym okazuje się możliwość wypicia ciepłej herbaty w doborowym towarzystwie.

            Zapraszamy zatem do wstąpienia na ścieżkę bibliotecznego wolontariatu, uprzedzając uczciwie, że jest ona wyboista i pełna cierni, a sam regulamin może ulec zmianie w zależności od fantazji i uznania bibliotekarza.

            PS Powyższym apelujemy do poczucia humoru łaskawych Czytelników.

            PPS Na zdjęciu obok widnieje całkiem prawdziwa grupa aspirantów, kandydatów, wolontariuszy, sekcji i „sekty” bibliotecznej.

             
             
             
             
             
             
             
             
             
             
          • Krrrr...

          • Koło robótek ręcznych

            Twoim hobby jest szydełkowanie lub robienie na drutach? A może właśnie chcesz zacząć swoją przygodę z robótkami ręcznymi? Krrrr... jest właśnie dla ciebie!

            Kiedy? W każdy czwartek o godzinie 15.00.

            Gdzie? W bibliotece szkolnej.

            Jeśli masz już swój pomysł lub projekt, przyjdź ze swoimi materiałami. Jeśli chcesz się czegoś nauczyć, możesz liczyć na użyczenie szydełka, drutów i włóczki.

          • Na ten nowy rok

          • Czy i Wy, drodzy Czytelnicy, w sylwestrowy wieczór podjęliście noworoczne postanowienia?.. Życzymy Wam konsekwencji, wytrwałości i siły w ich realizacji! Wszystkim - zarówno tym, którzy pragną zmian w swoim życiu, jak i tym, którzy nie wierzą w magię pierwszego dnia roku - dedykujemy wiersz Stanisława Barańczaka "31.12.79: Już wkrótce".

          • Wesołych Świąt!

          • Naszym drogim Czytelnikom składamy serdeczne życzenia świąteczne - niech ten czas Bożego Narodzenia upłynie w spokojnej, rodzinnej atmosferze, a po lektury na świąteczną przerwę zapraszamy do biblioteki! Już teraz zapowiadamy, że w styczniu pojawi się dużo nowości, zapraszamy do przeglądania katalogu i zamawiania książek. Do siego roku!

          • Odbiór Księgi Jubileuszowej

          • Wszystkie osoby, które zakupiły Księgę Jubileuszową 150-lecia V LO, zapraszamy do jej odbioru w godzinach otwarcia biblioteki (pon. - pt. 8.00 - 16.00). Przypominamy również, że w ferie i inne dni wolne od nauki biblioteka jest zamknięta. Wszystkie informacje związane z zamawianiem, formą zapłaty i odbioru znajdują się na stronie wydawcy, czyli SAIP-u: saip.pl .

          • Debiut Dobrochny Kołoczek

          • Biblioteka szkolna z dumą informuje, że jedna z naszych czytelniczek, Dobrochna Kołoczek z klasy 2A, zadebiutowała tomikiem poezji Ogród potocznie zwany mózgiem.

            Wydanie tomiku było możliwe dzięki Fundacji Rodziny Wangów, która zaproponowała formę e-booka, aby każdy mógł go pobrać i każdy miał szansę go przeczytać.

            Zachęcamy do lektury (link poniżej) i zapraszamy na spotkanie z Dobrochną 16 listopada o godz. 18.00 w Spółdzielni Ogniwo.

            https://tiny.pl/cntcf

            Gratulujemy!

             

             

          • Lekcja obywatelska 

          • Po spotkaniu z panem Szymonem Hołownią biblioteka otrzymała pamiątkowy egzemplarz Konstytucji RP z dedykacją i autografem Marszałka Sejmu. Książka trafiła do działu "witkoviana", czyli wszelkich publikacji, materiałów związanych z życiem V LO. Przechowujemy w nim również te książki, których autorami są uczniowie, nauczyciele lub absolwenci Szkoły. Informujemy ponadto, że regał nadal dysponuje sporą ilością wolnej przestrzeni, zatem - Czytelnicy, do piór!

          • Zakładowy Klub Miłośników Współczesnej Literatury Włoskiej ZAKŁADKA

          • Czytasz coś oprócz podręczników? Z literatury włoskiej kojarzysz najwyżej Dantego? Masz ochotę porozmawiać o literaturze i poznać nowe osoby? Jeśli choć na jedno pytanie odpowiedziałeś: TAK! to Zakładka jest dla Ciebie!

            Jak to działa? 

            - czytamy jedną książkę na miesiąc

            - czytamy polskie przekłady literatury włoskiej (nie musisz znać włoskiego... choć szkoda, bo to piękny język!)

            - można przychodzić regularnie lub nie, zapraszamy nawet na jedno spotkanie

            - warunkiem uczestnictwa jest przeczytanie zadanej lektury

            Najbliższe spotkanie odbędzie się 27 X 2023 o godz. 15.00 w bibliotece.

            Lektura: Italo Calvino, Baron drzewołaz

             

          • Na 14. października

          • Z okazji święta Komisji Edukacji Narodowej życzymy, drodzy Uczniowie, aby nigdy nie przydarzyło się Wam to, co zdarzyło się temu nieszczęśnikowi.

            PS Szczerze zniechęcamy Czytelników do pomysłu dzielenia się swoimi frustracjami na kartkach książek wypożyczonych z biblioteki.

            ( „(…) Uczyłem, uczyłem, uczyłem… aż się przeuczyłem” J. Albert (Wojciech Rawlik) data nieznana, napis na stronie tytułowej książki: Biochemia, t. 1,  wprowadzające wiadomości z chemii ogólnej, składniki chemiczne ustrojów, metabolizm (enzymy), Bronisław Filipowicz, Władysław Więckowski, PWN, Łódź, 1986)

          • W kraju poetów, świętych i żeglarzy

          •  W połowie października przedstawiciele biblioteki V LO w osobie pani prof. Bałuckiej-Grimaldi oraz wolontariuszy bibliotecznych przy okazji wymiany z Liceo Scientifico A. Einstein w Molfetcie wybrali się na poszukiwanie włoskiej biblioteki. Owa eskapada zakończyła się fiaskiem, gdyż biblioteka w tym czasie była zamknięta z powodu remontu. Udało się jednak znaleźć namiastkę biblioteki w postaci wolnostojącego regału oraz wystawy nowości, na której znaleźliśmy ciekawy artykuł o bibliotekach, tak więc za autorem przypominamy, że "biblioteki czynią nas nieśmiertelnymi" oraz "czytając, wkraczamy we wspólnotę, która będzie istniała dopóty, dopóki nie zniknie ostatnia ludzka istota".

          • Ranking czytelnictwa

          • Zapraszamy do śledzenia informacji w nowopowstałej zakładce "Gloria legentibus", gdzie znajdziecie wyniki rankingu na Czytelnika Miesiąca oraz Najbardziej Oczytanej Klasy. Pierwszych zwycięzców już znamy i mamy nadzieję, że zmotywuje to pozostałych uczniów do korzystania z naszych bogatych zasobów bibliotecznych.

          • Witamy w nowym roku szkolnym!

          • Biblioteka szkolna serdecznie wita w nowym roku szkolnym 2023/24 wszystkich czytelników, a szczególnie uczniów klas pierwszych - gratulujemy Wam wysokich wyników egzaminu i zapraszamy do korzystania z wypożyczalni oraz czytelni. Możecie tutaj spędzić czas podczas "okienka", zaplanować indywidualną naukę lub zrelaksować się w przestronnych fotelach, grając w szachy.